wrze.11

Praktyki w przedszkolu.

dodano: 11 września 2010 przez wiolamyszka


Kochane moje. Zawsze marzyłam, żeby być jakimś prawnikiem. Niestety. Losy potoczyły się inaczej i wylądowałam na studiach pedagogicznych (wczesnoszkolne i przedszkolne).

Martwiłam się tym jak to będzie na praktykach. Czy dzieciaki mnie zaakceptują i co z tym "Proszę Pani"... I tu dzieciaki mnie zaskoczyły. Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę z taką radością wstawać z rana.

5- latki. Już pierwszego dnia dostawałam rysunki, które same robiły (specjalnie dla mnie). Kłopot z "Proszę Pani" też bardzo sprytnie rozwiązały. Pod koniec dnia mówiły do mnie "Ciociu"... Te małe robaczki ciągle się do mnie przytulały i zadawały ogromną ilość pytań. Jeszcze pierwszego dnia usłyszałam, że boją się, że kiedyś od nich wyjadę.

Następnego dnia niejednokrotnie usłyszałam, że mnie kochają. Jedna dziewczynka prawie się popłakała, że ja tylko na kilka dni do nich przyjechałam. Po śniadaniu dorwały mnie wszystkie i wycałowały, a od małej Martynki usłyszałam najcudowniejszy komplement: "Ciociuuuu... A ty od urodzenia jesteś taka ładna." :D

Prowadzenie zajęć też nie było najtrudniejsze. Może nie wyglądało to jakby zajęcia, były prowadzone przez "zawodowego" nauczyciela, ale... Źle nie było.

Wczoraj trafiłam do grupy 3-4 latki. Bałam się strasznie tam iść. Dlaczego? Ponieważ była tam trójka (czy nawet czwórka) dzieci, które non stop płakały. Cały dzień "DO MAMY I DO MAMY". Ale... i tu mile zostałam zaskoczona. Mała Ola, która cały czas płakała i się mnie bała, na pacu zabaw (jak nigdy i do nikogo, bez płaczu) podbiegła do mnie, bo zobaczyła, że jem słonecznik....

- Co jesz?

- Słonecznik.

- A masz jeszcze?

- Mam.

- A dasz?

- Jak umówimy się, że nie będziesz już płakać to dam tobie.

- Nie będę.

Od tego czasu. Ola ani razu nie zapłakała. Bawiła się ze mną na placu zabaw. W szatni chciała, żebym to ja ją rozbierała. Później, ciągle na mnie wbiegała, a jakby tego było mało... To po raz pierwszy zjadła obiadek.

 

A jak daję sobie radę bez mojego mężyczny? No cóż. Łatwo nie jest, ale po tym jak się pokłóciliśmy, większość smutku i tęsknoty mi przeszło. Na szczęście. Już we wtorek się zobaczymy.

Bardziej skupiam się na maluszku, który przewraca się u mnie w brzuszku i mi dokucza w nocy :) Tak bardzo chciałabym zoabczyć moją kruszynkę, a tu trzeba jeszcze tyle czasu czekać.




Dodaj do:


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Wasze komentarze

zgłoś
gonrad 13 września 2010 gonrad napisała:

Bardzo mi się podoba jak opowiadasz o tych dzieciakach prawie, jak ja o moich gimnazjalistach ;P. Widać, że lubisz dzieci i tak trzymaj :).
Pozdrawiam