Wiecie?? Znaleźć (w miarę tanią) sukienkę na ślub cywilny dla pani z bąbelkiem z przodu to stosunkowo duuuuuuuuuuży wyczyn :-) Zwłaszcza jak nie ma kto doradzić. Dlatego wybrałam mało tradycyjnie... Zabrałam mojego mężczyznę na zakupy i kazałam jemu wybrać sukienkę dla mnie :-) Ku mojemu ździwieniu okazał się świetnym doradzcą i do tego bardzo obiektywnym.
Sukienka ma złoty kolor, widać brzuszek (który jak nie patrząc też jest częścią uroczystości), do tego mam białe futerko... Brakuje mi tylko bucików :-)
Problem jest jednak znacznie większy. Marzyła nam się spokojna ceremonia po której wrócilibyśmy do domu. I tyle. Ta cała przysięga miała być tylko dla nas. (jako, że nie można tego załatwić od ręki tylko trzeba czekać- w naszym wypadku max 2 tygodnie, to ślub będzie około 27 grudnia tego roku, o czym pinformowaliśmy rodziców- NIC OD NICH NIE OCZEKUJAC, bo miało być tak jak to sobie wymarzyliśmy i mamy świadomość, że brakuje im pieniążków) Aleeeeeeee nie! Nasi rodzice dowiedzieli się co planujemy- ślub. I postanowili, że organizują PRZYJĘCIE. No okej. Przyjecie to przyjęcie. Jak dla nas i jak to była mowa- szampan i obiad po ślubie. Po godzinie do domu albo nawet w domu ten obiad. A tu zaczynają się rozkręcać. Już kupują po 0,5 litra "na głowę", sale stroją, pokój na "noc poślubną" (do cholery!! Przecież ja w ciązy już jestem!). Hitem jest wódka! Stwierdziliśmy jednoznacznie, że wódki ma NIE BYĆ, że nie chcemy, ewentualnie szampan. To usłyszeliśmy: "Jak to tak? Na weselu ma nie być wódki??" (TAK!! MA NIE BYĆ WÓDKI!! Kur... Czyli jednak wesele!! ) Później moja mama zaczęła wybierać mi KOLOR sukienki do ślubu i buty. Potem zaczęło się wmawianie, żeby ślub kościelny brać (osobiście uważamy, że i na to przyjdzie pora, ale to już my sobie zorganizujemy!!). Teście posuneli się o krok dalej... Mimo, że moja mama tłumaczyła im, że ślub w tym miesiacu to okazało się, że oni żyją jeszcze w innym świecie i ślub 27 STYCZNIA (a termin porodu 11 luty... i myślą, że będę ryzykować drogę 200km) I SIĘ OBRAZILI!!
Ciągle słyszymy, że postąpiliśmy nierozsądnie, dziecinnie itp Że ślubu miało nie być, a jednak jest, że nie mają pieniędzy, żeby nam organizować wesele (ale nikt nie chciał tego przyjęcia! to ich wymysł!); że rozumieją, że to nasze przyjęcie/ ślub, ale czy to to to to to to i to mogłoby być albo może tego nie być- gdy słyszą przeciwną opinię, to foch a i tak robią jak chcą!
Próbowaliśmy już nawet "odwołać" cały ten cyrk, ale nie docera. Już myślimy, zeby zabrać papiery z urzędu i pobrać się w Szczecinie bez nich, ale wtedy będziemy pobierać się w styczniu.
A z przyjemnych rzeczy... To muszę mojego miśka pochwalić :-) Otwieram dzisiaj oczka, a na stoliku kawusia, kanapeczki- aż żałowałam, że oczka otworzyłam :-D Bo pewnie obudziłby mnie buziaczkiem :-)
Błagam! Trzymajcie, za nas kciuki, żeby jakoś to wyszło, bo inaczej oszalejemy z naszymi rodzicami :-/
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
13 grudnia 2010 agneszakrzewska napisała:WEDŁUG MNIE RODZICE WASI NIE CHĆA ŻLE DLA WAS,CHCĄ PO PROSTU BY TEN DZIEŃ BYŁ UROCZYSTY!!JA POWIEM TAK WIEĆEJ WYROZUMIAŁOŚCI DLA RODZICÓW....WSZYSTKO SIE ULOŻY!!
Śledź bloga: RSS Dodaj do ulubionych blogów
Ja tez wybierałam sukienkę z mężem (jeszcze wtedy nim nie był ;) ). Był świetnym doradcą! Mało tego, on sam wybierał mi welon, bo dzień przed ślubem mój się zalał lakierem! Biegał po całym miescie w poszukiwaniu welonu i znalazł ;) Złamaliśmy wszystkie przesądy- wzielismy ślub 13-go, razem wybraliśmy suknię, założyłam perły i spóźniliśmy się na własny ślub :p