Dużo się działo :) I chyba mogę powiedzieć, że jak na dzień dzisiejszy Bóg wynagrodził brak mojej pazerności i cheć pomocy :D Zacznijmy jednak od tego...
Tego 10 lutego zwiesiłam serpentyny, balony :) Jak pisałam. Kicz totalny. Ale Zośce "puła opadła" :D Oczy miała jak pięć złotych, z taką radością oglądała wszytko! I ciągle pokazywała balony i kokardki, podskakiwała,... Zachwycona szczerze (zresztą ciezko, żeby tak małe dziecko potrafiło okłamać mamę, żeby przykrości nie zrobić hihi)- czyli cel zamierzony osiagnięty :D Ale przy okazji, mąż też ogądał wszytko z otwartą buzią i co śmieszniejsze- to widać było, że to szczerze "zachycony". Przed 12 przyjechali goście ( w tym pluszak nr 1 na tej planecie: TOFIK- pies). A że pies większy przytulak jak Zośka, to razem siedzieli, głaskali się, przytulali się, a jak mój tato wywalił psa do przedpokoju ( bo za dużo ludzi na takiej kawalerce, a za mało miejsca, a pies jednak biega, plącze się)- to Zośka niewiele się zastanawiając poszła do psa, zostawiając wszytkie babcie, wszytkie zabawki ;) haha No tak... Mała psiara- to po mnie! Zjedliśmy obiad (rosół, kurczaczka z ziemniaczkami), zjedliśmy tort i wypiliśmy "szmapana" ;)
Wybierając ze słynnych: różaniec, książka, kieliszek, pieniadze,... itp Zośka pierwsze co wybrała... Kieliszek haha A drugie pieniądze, co mój tata skwitował: "No bo, żebby pić trzeba mieć za co", a siostra męża: "Co w rodzinie to nie zginie" (u nich też potrafią wypić- ale bardziej okazjonalnie). No cóż.. Taki traf hehe
Później siostra (zakochana w tej grze The Sims (3)- czy jakos tak) poprosiła mnie, żebyśmy pojechali do sklepu po dodatki do tej gry (teście z siostrą i jej mężem zostali z małą- czystą radość mieli hihi, a my z mężem drugą czystą radość, że możemy chwilę "sami" zostać)- jak się okazało w jednym sklepie w Szczecinie wielka promocja na te dodatki i zamiast 80-100 zł (ostatnio tyle kosztowała jak sprawdzałam) za jeden dodatek, kosztowała niecałe 55 zł! Czyli jak dla mojej siostry (która dzielnie zbierała pieniądze na ten cel- i miała 100- za poprzednia kasę do mie przyjechała, co pisałam) to czysta szansa. Upatrzyła jeden dodatek, kupiliśmy go, ale wpadła na pomysł czy nie "pożyczyć od taty" dychy i nie kupić sobie drugiego dodatku. I tak udało jej się zdobyć dwa dodatki w cenie jednego :) A ja stwierdziłam, że skoro już jesteśmy w tym sklepie i dostaliśmy troszkę pieniędzy, to wymarzony prezent kupujemy! Czyli adidasy dla męża. Trochę się opierał, ale w końcu wybrał :D Od razu poczułam o niebo lepiej! Tak jak ktoś coś sobie wymarzy i nagle to dostaje- tak się poczułam. Finał finałem wszyscy ze sklepu wychodzili uśmiechnięci, bo i wojtek miał buty, siostra dwa dodatki, tata upolował sobie grę (którą doradził jemu zięć- wojtek haha a tak się kiedyś nie lubili), a mama- jak to każda baba- zwiedziła wszytkie sklepy (czy coś kupiła nie i wiem- ale też była uradowana- choć jej wystarczy wielki sklep z biżuterią- takie pierdołki: spinki, kolczyki- ręcznie robione, nie ręcznie. Napewno wiecie o co chodzi ;) u nich w miejscowości takich sklepów nie ma, tu na pęczki), no i ja cieszyłam się, że wszyscy zdobyli to co chceli. Dałam kawałek torta dla mojej babci- która tak bardzo mi pomaga! Finansowo i duchowo i wiem, że kocha mnie nad życie! i rodzice pojechali. Później wrociliśmy do domu i reszta rodziny pojechała do domu.
I tak podsumowując to dlaczego Bóg wynagrodził brak mojej pazerności... Bo w zaminan za to wszystko dostałam w prezencie prostownico-lokówkę (którą zawsze chciałam mieć, a nawet się nie spodziewałam, a i "urodziny bardziej były małej niż moje"- od teściowej), dostaliśmy kupę jedzenia od mojej (wspomnianej) babci, pierogi, mięsko, jakieś słoiki, szynkę wędzoną, itp Czyli mamy co jeść i nie muszę się tak martwić pieniążkami- bo troszkę uzbieraliśmy (chcę kupić kszesełko do karmienia małej, ale nie wiem czy się opłaca- jak ktoś się wypowie czy warto to będę widzieczna, bo może nie trzeba i sama jakoś, gdzieś, "na kolanie" się nauczy- choć ciężko to widzę). No i najważniejsze... Kolega wojtka przez przypadek dowiedział się, że mamy starego laptopa i że on chetnie kupi. Po co komu ten złom? Nie wiem, ale "zarobiliśmy" 400 zł Na co mąż (za nim sprzedaliśmy) tego latopa, powiedział, że kupi zderzak i klapę do auta, czyli naprawi auto. Na co bez wahania się zgodziłam. Potrzebuje na to jakieś 240 zl. Chwile się zastanowiłam... I zapytałam/ stwierdziłam czy nie kupić sobie biustonosza z triumphu. Nigdy takiego dobrego nie miałam a zawsze mieć chciałam. To nie chodzi o jakieś tam marzenia czy cheć szpanu itp Po prostu zawsze jak kupuje biustonosz na rynku czy innych bazarach za 15 zł to wychodzą z niego druty- ranią mi piersi, obceirają, ramiaczka odpadają- a ja chodze i beczę, ze mnie boli. Mąż powiedział, bez wahania, że jeśli chcę to oczywiście. I kupiłam wczoraj aż 2!! :D Jak wróciłam do domu z biustonoszami to usiadłam i popłakałam się z radości :D że już nic nie będzie mnie obcierać, cisnąć,...
Dodatkowo do tej radości doszło to, że zosia od swojej (jak i mojej) cioci dostala worek lalek, zabawe- co prawda po jej dzieciach, ale nam to nie sprawia żadnej różnicy, a Zosi to oczy się świecą cały czas hihi
Czyli mam prostownico- lokówkę, dwa cudowne biustonosze, mąż ma buty, naprawimy auto, mamy ciut pieniazków, zosia ma cały worek zabawek, no i tort był przepyszny :D Czy coś Zosi kupimy zależy od dalszej strategii, aaaa... od swojej chrzestnej dostała złote kolczyki, a na chrzestnego z prezentem jeszcze czekamy ;) Ciekawe co tam wymyśli.
Mogę śmiało stwierdzić, że urodziny udane. Pozdrawiamy Was serdecznie i dziękujemy za trzymanie kciuków za naszą pokręconą rodzinkę ;)
Komentarze moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto
14 lutego, 19:48 agneszakrzewska napisała:JEŚLI MOGE SIE WYPOWIEDZIĘĆ TO TEŻ MAM KRZESEŁKO PLASTIKOWE NIE DREWNIANE,I SOBIE BARDZO CHWALE!!!!!PRZY PIERWSZYM SYNKU SIE SPRAWDZIŁO ,TERAZ DRUGI SYNCIO KORZYSTA:-))DLA MNIE REWELACJA!!CZASAMI NAWET JAK MAŁY NIE JE TO NA TACKE PLASTIKOWA OD TEGO KRZESEŁKA WKLADAM RÓŻNE RZECZY I MAŁY SIE BAWII:-))ŚWIETNA SPRAWA!!
14 lutego, 19:51 agneszakrzewska napisała:A CO DO STANIKÓW NAPRAWDE DROŻSZY STANIK MA LEPSZĄ JAKOŚĆ,TEŻ KIEDYŚ DLAWIŁY RANIŁY MNIE DRUTY,TERAZ WOLE ODŁOŻYĆ I KUPIĆ DROŻSZY I MAM WYGODE:-))CIESZE SIE,ZE URODZINKI WAM SIE UDAŁY I DOSTALIŚCIE SUPER PRZEZENTY:-)
Śledź bloga: RSS Dodaj do ulubionych blogów
Mamy krzesełko i sobie chwalę. Dla mnie ważne było, żeby moja mała wiedziała, że jemy w jednym miejscu. Jest jej wygodnie, choć sama jeszcze nie umie jeść:) Poza tym bezpiecznie. Zawsze można też przysunąć do stołu i jest na naszej wysokości, a jak nabrudzi, to na "swoim" i może maziac do woli (choc na to rzadko pozwalam) :) A później nasze krzesełko można rozłożyć i mamy stolik z krzesełkiem do malowania. Pozdrawiam