paździe.30

Pani z dziekanatu... Chamstwo

dodano: 30 października 2012 przez wiolamyszka


Wiecie, ja ostatnio zauważyłam, że ludzie autentycznie mnie nie rozumieją, albo inaczej STRASZNIE SIĘ CZEPIAJĄ. Wszyscy i o wszystko- okej, takie dni- pech za pechem. Jednak dziś PANI Z DZIEKANATU przebiła wszystkich i udowodniła, że że jest ... ehhh... Przeczytajcie sami...

Wchodzę dzisiaj z koleżanką do dziekanatu. Podbić legitymacje, koleżanka podpisać ślubowanie (takie głupoty, bez ktorych wykreślają automatycznie z listy studentów :/), zapytać o indeksy. Na co pani podbiła mi legitymacje (wielce wkurzona, że musi), a koleżance kazała iść do sekretariatu po ślubowanie- bo jak się okazało, tam przeniosła wszystko. Idziemy tam, a tam kobieta nie ma tego i powiedziała, że jest to niemożliwe, żeby to przyniosła. Lecimy znów do dziekanatu i tłumaczymy babie o co chodzi. Na co ta wielce oburzona, że musi drukować na nowo i jej dane nie chcą sie "wbić" :/ No cóż... Ludzie ze "starego systemu"- czy się stoi czy się leży... Rozumiecie? Generalnie ta kobieta ma się za boga. I tak w oczekiwaniu postanowiłam, że opowiem mojej koleżance, śmieszną historie, nawet nie zdążyłam dojść do środka, a babka do mnie:

- To nie jest odpowiednie miejsce, ja jestem zmęczona, pracuje tu juz 6 godzin (od 9.30 do 13.30 swoją drogą), nie mam siły, nie powinna tak pani!

- Przepraszam bardzo, już nic o tym nie powiem (już byłam lekko ździwiona, bo ani to coś brzydkiego, gorszącego czy jak tego nie nazwać, nie było)

Cóż... Stoimy dalej i koleżanka się mnie pyta jak to z przepisywaniem ocen z Filozofii:

- Jak dostaniemy indeksy, to idziesz do niego i...

- PROSZĘ STĄD NATYCHMIAST WYJŚĆ!! PROSZĘ WYJŚĆ!

Otworzyłam gebę, zrobiłam wielkie oczy z szoku, wszyscy w sekretariacie ucichli i wyszłam bez słowa. Uznałam, że co nie odpowiem tej kobiecie, to i tak nie jest ten poziom, bo znów coś głupiego chlapnie. To już nie pierwszy raz kiedy tak chamsko odniosi się do mnie. Jeśli choć raz burknie do mnie, to też będę nieprzyjemna, a sprawa znajdzie swój natychmiastowy finał u pana dziekana- zwłaszcza, że drzwi ma obok. Poproszę ową panią, aby oderwała się od swojej cieżkiej pracy i poszła za mną, bo inaczej pójdę sama do pana dziekana (który jest też od spraw studentów).

O ile mogę zrozumieć, że mogła się wkurzyć, że chciałam coś opowiedzieć, o tyle nie pojmuję wcale tego, że zareagowała tak mocno, na odpowiedź- dotyczącą studiów!

 

Aż mi się wierzyć nie chce. Powiem wam, że ja sama nigdy nie pomyślalabym, że można w taki sposób do ludzi... Cóż... I tak bywa :/




Dodaj do:


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Wasze komentarze

zgłoś
bozusia 31 października 2012 bozusia napisała:

we wcześniejszych instytucjach szkolniczych bogiem jest pani woźna, potem właśnie pojawia się PANI z dziekanatu :)


zgłoś
Konto usunięte 2 listopada 2012 Konto usunięte napisała:

są ludzie i parapety ;]


Pokaż pozostałe komentarze 3 ›
zgłoś
renia123mala 18 listopada 2012 renia123mala napisała:

Jak czytam ten wpis od razu przypomina mi sie obsługa sklepu w czasach PRL-U. Wchodzisz a ta od progu - CZEGO!!!!!!!!chory system i ludzie z którymi trzeba sie codziennie stykać.


zgłoś
wiolamyszka 18 listopada 2012 wiolamyszka napisała:

Kiedyś mój tata chciał kupić jakiś śrubokręt czy coś takiego (u faceta "ze starego systemu" sklep miał od zawsze z takimi częściami, w czasach PRL też) i jak mój ojciec się wahał czy ma kupić, to sprzedawczyk do niego: "TO KUPUJE PAN CZY NIE?! JAK NIE PAN TO KTO INNY!!"